wtorek, 30 listopada 2010

Good night, Mario




Dwa dni temu odszedł Mario Monicelli, mistrz włoskiej komedii, rówieśnik Felliniego i Antonioniego, aktywny zawodowo do samego końca. Dwa lata temu na festiwalu w Wenecji żartował, że nie może się doczekać aż umrze Manoel de Oliveira: "Jest ode mnie starszy, robi lepsze filmy i był zaproszony na więcej festiwali". Mówił też, że nie boi się śmierci, ale dnia, w którym nie będzie w stanie wyjść na plan filmowy. 29.XI 2010, w wieku 95 lat, rzucił się z czwartego piętra rzymskiego szpitala, gdzie oczekiwał na operację raka prostaty.

Pisanie o Monicellim to próba ogarnięcia ponad pół wieku historii kina włoskiego i historii samych Włoch. Od swojego debiutu w 1949 (Toto szuka domu) aż do ostatniego filmu z 2006 (Róże pustyni) był ciągle na posterunku, uzbrojony w kamerę i ironię, za pomocą których opisywał wady i słabości swoich rodaków. Włoski aż do szpiku kości, a jednocześnie tak autentycznie uniwersalny. Jego Sprawcy nieznani z 1958 zapoczątkowali nurt nazywany w podręcznikach commedia all'italiana - serię filmów, w których komizm mieszał się z tragizmem, gagi z sarkazmem, a skecze z bezkompromisową krytyką społeczną. Przez jego produkcje przewinęła się plejada największych gwiazd kina europejskiego z Marcello Mastroiannim, Vittorio Gassmanem, Phillippem Noiret i Alberto Sordim na czele. Kreowali trochę pociesznych i trochę strasznych zarazem anty-bohaterów, których jedyną bronią przed absurdem rzeczywistości był śmiech.

Sprawcy nieznani to parodia popularnego w Hollywood i nie tylko heist movies, filmów o przygotowaniach do wielkiego skoku na dużą kasę. Z tymże w wypadku rabusiów z obrazu Monicellego, "one last big job" kończy się na omyłkowym przebiciu się do kuchni i skonsumowaniu znalezionego tam spaghetti. W nagrodzonej Złotym Lwem Wielkiej wojnie (1959) dwóch sprytnych żołnierzy (V.Gassman i A.Sordi) stara się jak może, żeby uniknąć niebezpieczeństw związanych z walkami na froncie I wojny światowej. Kiedy w finale filmu bohatersko giną, nie zdradzając wrogowi pozycji wojsk włoskich, ich towarzysze są przekonani, że po prostu zdezerterowali z pola bitwy. Uwiedziona i porzucona przez kochanka piękna Sycylijka (Monica Vitti), bohaterka Dziewczyny z pistoletem (1968) jedzie do Anglii, by zmazać krwią plamę na honorze, a po przybyciu na miejsce poznaje wyzwolonych obyczajowo hipisów. W kultowej we Włoszech komedii Moi przyjaciele (1975) grupa podstarzałych kumpli płata mniej lub bardziej zabawne figle kolegom oraz sobie nawzajem, choć w końcu największy dowcip robi im samo życie, zabierając w pewnym momencie jednego z nich. Ale nawet ta tragedia nie jest w stanie ich zmusić do poważnego zachowania. Kroczący w kondukcie żałobnym przyjaciele, chichoczą przez łzy, tak jakby wierzyli, że śmiechem potrafią zanegować ostateczność śmierci.

Mario Monicelli przez ostatnie lata wciąż proszony był o komentarze i wspomnienia, gdy odchodzili jego kolejni koledzy po fachu. "A do kogo zwrócicie się kiedy ja sam umrę?" pytał żartobliwie dziennikarzy. W istocie, przedwczoraj odszedł ostatni przedstawiciel pokolenia wielkich twórców kina włoskiego. Wypada chyba tylko uśmiechnąć się z nadzieją, że to jedynie kolejna, nieuchronna zmiana warty.

BONUS:
http://www.youtube.com/watch?v=13NYYzaAYhc

To jednen z moich ukochanych dowcipów ze Sprawców nieznanych. Capanelle szuka niejakiego Mario złodzieja i rozpytuje o niego wśród chłopców grających w piłkę...
Oto ścieżka dialogowa, bo niestety fragment na youtubie jest tylko po włosku:
Chłopiec - 0:00:05 Co robisz, zepsułeś mi uderzenie .
Capanelle- 0:00:08 A ty mi rozwaliłeś oko.
Capanelle-0:00:12 Powiedz chłopcze, mieszka tu niejaki Mario?
Chłopiec -0:00:16 Tu ich mieszka ze stu.
Capanelle-0:00:18 Ale ten jest złodziejem.
Chłopiec -0:00:20 Mówiłem, że ze stu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz