

Z kadrów Pieskiego popołudnia, Obywatela poza wszelkim podejrzeniem i Nie oglądaj się teraz spoglądają na nas zasępione twarze trzech mężczyzn. Każdy z nich co prawda, ma nieco odmienne powody do bycia w tym momencie niezadowolonym: Sonny Wortzik (Al Pacino) właśnie dokonał nieudanego napadu na bank, w wyniku którego stał się, wbrew własnej woli, panem życia i śmierci ośmiorga zakładników i gorączkowo próbuje znaleźć wyjście z tej niewygodnej sytuacji; Inspektor Wydziału Zabójstw (Gian Maria Volonté) w pierwszej sekwencji filmu zamordował kochankę i obecnie jest rozdarty pomiędzy chęcią grania w kotka i myszkę z kolegami po fachu, a naturalnym odruchem zatarcia śladów zbrodni; z kolei John Baxter (Donald Sutherland) po tragicznej śmierci córki udaje się z żoną do Wenecji, lecz zamiast ukojenia ponownie spotyka na swojej drodze śmierć...

Te trzy wybitne filmy wbrew pozorom więcej łączy niż dzieli i z pewnością nieprzypadkowa w tym kontekście jest ich data powstania: pierwsza dekada szalonych i zbuntowanych lat siedemdziesiątych. Sidney Lumet, Elio Petri i Nicolas Roeg tchnęli w nie ducha nieskrępowanej niczym kontestacji, szydząc z reguł gatunkowych, w które wpisali swoje historie. Pieskie popołudnie rozpoczyna scena jednego z najbardziej nieudolnych napadów na bank w historii kina, zaś w dalszej części filmu zakładnicy zaprzyjaźniają się do pewnego stopnia z porywaczami. Śledztwo skonstruowane zostało na zasadzie odwróconego kryminału, w którym winny znany jest widzom od samego początku, a cała zagadka polega na tym, kiedy zostanie odkryty (rzecz jasna nieprędko, gdyż pomimo wielu obciążających go dowodów, jest "obywatelem poza wszelkim podejrzeniem"). Nie oglądaj się... posiada najbardziej klasyczną konstrukcję horroru/thrillera psychologicznego, choć w nim również nie o proste straszenie duchami chodzi.
A skoro tak, to o co chodzi? Na to pytanie nie ma jednej, dobrej odpowiedzi. Żaden z twórców nie stara się wyjaśnić zbyt wiele, pozostawiając kwestie motywacji bohaterów w sferze domysłów i niedomówień. Wiemy, że wszyscy oni są swoistymi odmieńcami, wyrzutkami, noszącymi wewnątrz jakąś skazę, dążącymi do autodestrukcji - "I'm dying" powtarza wciąż i wciąż porywacz Sonny. Wiemy, że buntują się przeciwko zastanemu porządkowi społecznemu i stojącym na ich straży instytucjom. Bohater Pieskiego popołudnia staje się na moment bożyszczem tłumów i gwiazdą mediów, gdy skanduje antypolicyjne i antywięzienne hasła oraz rozrzuca po ulicy skradzione pieniądze. Jak na współczesnego Robin Hooda przystało występuje w obronie uciśnionych - a konkretnie mniejszości gejowskiej, która przeżywała wówczas w Stanach burzliwy okres walki o podstawowe prawa obywatelskie. Postać Inspektora narysowana została przez Gian Maria Volonté bardzo grubą, jaskrawą kreską, miejscami do złudzenia przypominającą emploi "największej gwiazdy epoki faszyzmu", czyli samego Duce. W swoich płomiennych przemówieniach udowadnia, iż "cywilizacja opiera się na represji", popiera cenzurę, podsłuchy, donosicielstwo i brutalne metody przesłuchań. Jednocześnie zostaje pokonany własną bronią przez jednego z aresztowanych - młodego anarchistę i zrazem jedynego świadka jego zbrodni. "Nigdy cię nie wydam" - śmieje mu się w twarz młodzieniec - "Kryminalista na czele policji. To znakomite!". Zatem normy, reguły, instytucje tworzące kulturę jako źródło cierpień? Jest to również pewien trop interpretacyjny dla filmu Nicolasa Roega. W Nie oglądaj się teraz jasny, klarowny, racjonalny świat Johna Baxtera w mgnieniu oka rozpada się na kawałki, których nie sposób już poukładać w jedną, logiczną całość. Ale odpowiedzi może być znacznie więcej.
W każdym razie koktajl Lumet-Petri-Roeg smakuje wyjątkowo interesująco.
Pieskie popołudnie (USA, 1975)
reż. Sidney Lumet
wyst. Al Pacino, John Cazale, Chris Sarandon
Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem (Włochy, 1970)
reż. Elio Petri
muz. Ennio Morricone
wyst. Gian Maria Volonte, Florinda Bolcan, Orazio Orlando
Nie oglądaj się teraz (Wlk Brytania, 1973)
reż. Nicolas Roeg
wyst. Donald Sutherland, Julie Christie