
Za mną kolejna rozmowa o pracę, na które chodzę bez większego przekonania, bo każda oferta ma więcej mankamentów niż plusów. Może dlatego oddycham z ulgą, gdy okazuje się, że jednak nie odpowiadam wyobrażeniom przyszłego pracodawcy....
W każdym razie niewątpliwie daleko mi do pozycji zawodowej, którą posiada Pietro Paladini, główny bohater Caos calmo (polski tytuł Spokojny chaos), grany skądinąd przez Nanniego Morettii. Jest on bliżej niesprecyzowaną szychą w międzynarodowej wytwórni filmowej. Na tyle dużą, że gdy po nagłej śmierci żony, zamiast iść do biura, rozsiada się na ławce przed szkołą córki i już się stamtąd nie rusza, to nikt go z tej pracy nie wyrzuca, a co więcej, wszyscy zaczynają do niego pielgrzymować. On tymczasem przygląda się swojemu dotychczasowemu życiu z nowej perpektywy i to, co dostrzega wcale go nie zachwyca. Szarpaniny bossów w firmie, konferencje prasowe brata, znanego producenta dżinsów, festiwale filmowe - wszystko to z dnia na dzień traci na znaczeniu. A wagi nabierają małe codzienne rytuały, córka, która macha do niego z okna szkoły na przerwie, uśmiechy wymieniane z piękną dziewczyną, wyprowadzającą każdego dnia swojego psa. Ile razy widzieliśmy już podobną historię? O zabieganym szefie, który pod wpływem wstrząsu odkrywa smak zwykłego życia. Pewnie niejednokrotnie.
Jednak prostota tego filmu jest tylko pozorna. Chaos i spokój, których główny bohater doświadcza jednocześnie, wprowadzają nas w niemałe zakłopotanie. Czy naprawdę cierpi po śmierci żony, czy tylko cierpi, że nie cierpi? Czy czas spędzony przed szkołą to dla niego okres autorefleksji, czy zwykła obawa przed konfrontacją z przyszłością? Co czuje do pięknej nieznajomej, której ratował życie, dokładnie wtedy, gdy ginęła jego żona?
I topi non avevano nipoti - powtarza córka Paladiniego, zachwycona grą słów, które zachowują to samo brzemienie czytane zarówno od przodu jak i od tyłu. Jednak nawet ona rozumie, że palindromy, istnieją jedynie na papierze. W życiu czas płynie linearnie, nieodwracalnie. Lekkość uniemożliwa nam ferowanie jakichkolwiek wyroków, jak można potępiać coś co przemija?- pisał Milan Kundera. Caos calmo to opowieść o godzeniu się z nieznośną lekkością cierpienia i szukania siły by mimo wszystko wstać z ławki i iść dalej.
W każdym razie niewątpliwie daleko mi do pozycji zawodowej, którą posiada Pietro Paladini, główny bohater Caos calmo (polski tytuł Spokojny chaos), grany skądinąd przez Nanniego Morettii. Jest on bliżej niesprecyzowaną szychą w międzynarodowej wytwórni filmowej. Na tyle dużą, że gdy po nagłej śmierci żony, zamiast iść do biura, rozsiada się na ławce przed szkołą córki i już się stamtąd nie rusza, to nikt go z tej pracy nie wyrzuca, a co więcej, wszyscy zaczynają do niego pielgrzymować. On tymczasem przygląda się swojemu dotychczasowemu życiu z nowej perpektywy i to, co dostrzega wcale go nie zachwyca. Szarpaniny bossów w firmie, konferencje prasowe brata, znanego producenta dżinsów, festiwale filmowe - wszystko to z dnia na dzień traci na znaczeniu. A wagi nabierają małe codzienne rytuały, córka, która macha do niego z okna szkoły na przerwie, uśmiechy wymieniane z piękną dziewczyną, wyprowadzającą każdego dnia swojego psa. Ile razy widzieliśmy już podobną historię? O zabieganym szefie, który pod wpływem wstrząsu odkrywa smak zwykłego życia. Pewnie niejednokrotnie.
Jednak prostota tego filmu jest tylko pozorna. Chaos i spokój, których główny bohater doświadcza jednocześnie, wprowadzają nas w niemałe zakłopotanie. Czy naprawdę cierpi po śmierci żony, czy tylko cierpi, że nie cierpi? Czy czas spędzony przed szkołą to dla niego okres autorefleksji, czy zwykła obawa przed konfrontacją z przyszłością? Co czuje do pięknej nieznajomej, której ratował życie, dokładnie wtedy, gdy ginęła jego żona?
I topi non avevano nipoti - powtarza córka Paladiniego, zachwycona grą słów, które zachowują to samo brzemienie czytane zarówno od przodu jak i od tyłu. Jednak nawet ona rozumie, że palindromy, istnieją jedynie na papierze. W życiu czas płynie linearnie, nieodwracalnie. Lekkość uniemożliwa nam ferowanie jakichkolwiek wyroków, jak można potępiać coś co przemija?- pisał Milan Kundera. Caos calmo to opowieść o godzeniu się z nieznośną lekkością cierpienia i szukania siły by mimo wszystko wstać z ławki i iść dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz