Tygodniowa przerwa w projekcjach spowodowana była wyższą koniecznością rozpoczęcia przygotowań do zbliżającej się sesji, podczas której czeka mnie wątpliwa przyjemność wykazania się wysokim stopniem znajomości włoskiego i francuskiego. O proszę, tak dużo tłumaczę obecnie tekstów specjalistycznych, że nawet nie umiem ułożyć jednego zdania, które nie byłoby podrzędnie złożone. Tymczasem dzisiaj postanowiłam odetchnąć nieco od kodeksów cywilnych i concordance du temps, oglądając film, do którego przymierzałam się od dłuższego czasu - Generała della Rovere, późnego - i w sumie ostatniego ważnego- dzieła Roberto Rosselliniego, ze świetną tytułową kreacją De Siki.Niestety, jest to dzieło nierówne, rozpadające się na dwie części i tracące z czasem początkowe tempo. Rossellini wykorzystał w nim fragmenty dokumentów z II wojny światowej, lecz zdecydowana wiekszość zdjęć rozgrywa się we wnętrzach. Paradoks historii chciał, że, podczas gdy w tym samym czasie na paryskiej ulicy pojawili się słynni panowie z kamerami, to we Włoszech ojcowie neorealizmu zamykali się w studio...
Jednak pomimo pewnych mankamentów formalnych, film jest zdecydowanie godny polecenia. Przede wszystkim ze względu na Vittorio, którego obecność nadaje masę dodatkowych, wykraczających poza diegezę filmu, znaczeń. Jego Generał Della Rovere jest wielopłaszczyznowym tworem, szczelnie ukrywającym swoją tożsamość. Tym samym punkt ciężkości filmu przesuwa się z typowych neorealistycznych zagadnień (ruch oporu, okupacja nazistowska) w obszary modernistycznej problematyki gry masek, mieszania się fikcji z rzeczywistością, patosu z tragizmem. Mamy też oczywiście ulubioną tematykę Rosseliniego, czyli karę, winę, pokutę i odkupienie, ale nie ona jest tu najciekawsza.
Pierwowzór postaci Giovanniego Bertone alias Generał Giovanni Bracciaforte Della Rovere istniał naprawdę. Dezerter z oddziału kawalerii, nałogowy hazardzista, bigamista i oszust, którego źródło utrzymania polegało na przekazywaniu rodzinom aresztowanych przez nazistów więźniów mniej lub bardziej rzetelnych informacji. Zdemaskowany przez Niemców, zgodził się pójść na współpracę, polegającą na udawaniu legendarnego opozycjonisty, Generała Della Rovere, który w rzeczywistości został przypadkowo zastrzelony, ale naziści pragnęli wykorzystać jego sławę, by skutecznie rozbić ruch oporu na północy Włoch. Bertone, początkowo traktujący to zadanie jako kolejną maskaradę, z czasem zaczął utożsamiać się z nieżyjącym generałem i postanowił zagrać tę rolę swojego życia, aż do końca...
Jego historię opisał w jednym ze swoich reportaży Indro Montanelli, późniejszy współscenarzysta filmu. Rosselliniego zafascynowała niejednoznaczność postaci Bertone-Rovere, mechanizmy, które popychały go do ciągłego tworzenia fikcyjnej rzeczywistości, dziwne zrządzenia losu, tworzące z łotrów bohaterów, a z bohaterów przypadkowe ofiary.
De Sica również znalazł w Generale Della Rovere rolę swojego życia. Tajemnicą poliszynela w Cineccita był fakt, iż sam oddawał się zawzięcie hazardowi (ponoć potrafił uciekać z planu samolotem w nocy do Monte Carlo, by wrócić do pracy nazajutrz ranem - co rzecz jasna kosztowało go fortunę i wciąż tonął w długach) oraz żył z dwiema kobietami - oficjalną żoną i wieloletnią kochanką Marią Mercader.
Był ponadto znakomitym aktorem, który rozmieniał swój talent na drobne, biorąc udział w rozmaitych miernych produkcjach, wybitnym reżyserem, kręcącym błahostki na zlecenie Pontiego. Był czarującym, uwodzicielskim artystą, który pod koniec życia z goryczą wypowiadał się na temat swojej kariery. Włosi kochali Vittorio, bo był tak samo ułomny, jak każdy z nich, a jednocześnie wspiął się na szczyty kariery, o której potajemnie każdy z nich marzył.
Śmieszno-tragiczna postać Generała przypomina bohaterów dramatów Pirandella, którym fikcja służyła za parwan przed absurdalną rzeczywistośią, a gra pozorów wydawała się jedynym możliwym rozwiązaniem.
Kim tak naprawdę był Vittorio De Sica? To oczywiście źle sformułowane pytanie. Powinno ono brzmieć: którą ze swoich masek nosił najchętniej?
Generał Della Rovere (Il Generale Della Rovere) 1959
reż Roberto Rossellini
wyst. Vittorio De Sica, Sandra Milo, Hannes Messmer
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz