czwartek, 13 sierpnia 2009

A jednak De Sica...



No i nadszedł najwyższy moment, w którym wypadało się zabrać na poważnie do wakacyjnego zadania zbadania twórczości mojego ukochanego włoskiego reżysera, czyli Vittorio de Siki. I żeby było jasne - to uwielbienie nie jest ani ślepe ani bezgraniczne. Zdaję sobie sprawę z masy złych filmów, które w swoim życiu ten namiętny hazardzista popełnił. Ale mu je wielkodusznie wybaczam, bo nikt lepiej od niego nie uosabia włoskiego kina, jego najgorszych wad i najlepszych zalet. A oto młodziutki Vittorio jako amant z 1932 roku w swoim pierwszym wielkim hicie Mężczyźni, cóż za łajdacy (reż. Mario Camerini), tańczący i śpiewający piosenkę, która okazała się przebojem Parlami d'amore, Mariu: http://www.youtube.com/watch?v=Cmbj9dghLo4&feature=related


Kiedy jako aktor uzyskał status gwiazdy, postanowił zabrać się za reżyserię. Początkowo niewiele zapowiadało, iż będziemy mieć do czynienia z przyszłym twórcą Złodziei rowerów. Wczesne filmy De Siki to pełne przebieranek i humoru sytuacyjnego komedie pomyłek. Bardzo zręcznie napisane, wirtuozersko zagrane, po prostu śmieszne. Przypominają screwball czy sophisticated comedy najlepszego gatunku. No ale dla fanów prawdy ekranu, autentyzmu tu jak na lekarstwo. To co uderza od samego początku, to fascynacja Vittoria okresem dojrzewania, zderzania się dzieci i młodych ludzi z życiem, rodzeniem się kobiecości. W Magdalenie, dwója ze sprawowania tworzy postać rezolutnej licealistki, świadomej czego chce i konsekwentnie dążącej do celu. Teresa Venerdi to z kolei piękna sierota (stąd nazwisko Teresa Piątek - od dnia znalezienia się jej w domu dziecka), która odmienia życie pediatry-dekadenta, granego z dezynwolturą przez samego Vittorio. W tym ostatnim filmie uroczą wprost rolę drugoplanową kapryśnej gwiazdy rewiowej odtwarza przyszła Mamma Roma, skądinąd koleżanka z trudnych lat młodości reżysera, gdy razem zaczynali karierę w neapolitańskich teatrach varieté. Gag żwawo gna za gagiem, choć kamera niemal w ogóle nie wychodzi w plener. No i jak na rok 1940 to zaskakująco tu wiele beztroski i optymizmu, ale w takie rejony chroniło się włoskie kino przed propagandą faszystowską. Warto też dla ciekawości policzyć ile razy bohaterowie używają bardzo popularnego w ówczesnej kinematografii gadżetu, czyli telefonu… Raz nawet, w istocie, ma biały kolor.


Dwa późniejsze filmy: Garybaldczyk w klasztorze i Dzieci na nas patrzą mają już nieco inny charakter. Artystycznie niezbyt udany (ale za to prywatnie bardzo owocny, zważywszy na to, że na jego planie De Sica poznał swoją przyszłą żonę, Marię Mercader) Garybaldczyk jest dziwacznym melanżem melodramatu, komedii, filmu szkolnego, historii z okresu Risorgimento z elementami westernuJ Zestarzał się znacznie bardziej niż kolejny obraz: Dzieci na nas patrzą, w którym wielu krytyków upatruje pierwszych zwiastunów realistycznego sposobu opowiadania. Pojawia się w nim temat bliski całej późniejszej twórczości De Siki, czyli los dzieci, obserwujących absurdalną rzeczywistość dorosłych. Odważnie poruszony problem rozpadu rodziny, opowiedziany z punktu widzenia małego chłopca, posiada niemały ładunek emocjonalny – znak rozpoznawczy najlepszych dzieł Vittoria. I Bambini ci guardano otwierają szereg jego neorealistycznych arcydzieł. Dla mnie jednak największym dotychczasowym odkryciem pozostają jego wczesne komedie - lekkie, dowcipne, a w dodatku jeszcze z nim samym w roli głównej…..


Magdaleno, dwója ze sprawowania (Maddalena, zero in condotta)1940
reż.
Vittorio De Sica
wyst. Carla Del Poggio, Vittorio De Sica

Teresa Venerdi 1941
reż. Vittorio De Sica
wyst. Adriana Benetti, Vittorio De Sica, Anna Magnani

Garybaldczyk w klasztorze (Un Garibaldino al convento) 1942
reż. Vittorio De Sica
wyst. Carla Del Poggio, Maria Mercader

Dzieci na nas patrzą (I bambini ci guardano) 1944
reż Vittorio De Sica
wyst.
Luciano de Ambrosis, Isa Pola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz